17-08-2018, imieniny dzisiaj obchodza: Anita, Julianna, Jacek


                                                        Chcesz się podzielić czymś z naszymi czytelnikami ?? Zadzwoń 516 955-325


 

 

FESTIWALE CHÓRÓW POLONIJNYCH - z okna biura organizacyjnego
FESTIWALE CHÓRÓW POLONIJNYCH - z okna biura organizacyjnego

Po Dożynkach Centralnych w Koszalinie, gdzie prowadziłem sprawy kultury, ówczesny Zastępca Dyrektora Wydziału Kultury UW. Zbigniew Ciechanowski zaproponował mi prowadzenie Biura Organizacyjnego już TRZECIEGO FESTIWALU CHÓRÓW POLONIJNYCH. Przyjąłem, tym bardziej, że ten trzeci – to już ŚWIATOWY FESTIWAL. I tak wsiąknąłem aż do SIÓDMEGO. Dlaczego zrezygnowałem z pracy przy dalszych, napiszę w dalszej części.


 


 

A zaczęło się skromnie. W 1969 r. obecny prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Zbigniew Ciechanowski wraz z innymi koszalińskimi działaczami kultury wpadli na pomysł, by w Koszalinie spotykały się chóry polonijne z całego świata.  Mimo że zadanie było dość skomplikowane, to już po kilku miesiącach, w sierpniu 1970 r., spotkało się w Koszalinie 300 śpiewaków z Francji, Niemiec i Czechosłowacji i tak pokochali nasze miasto, że aby mieć tu miejsce do śpiewania, zebrali pieniądze na budowę amfiteatru. Trzy lata później już w nim  śpiewali, chociaż brakowało jeszcze zadaszenia. A więc to jest istotna informacja, ponieważ dzięki spotkaniom chórów polonijnych, mamy w centrum Koszalina amfiteatr. Poprzedni na Górze Chełmskiej był zbyt oddalony od miasta, chociaż w przepięknej atmosferze natury. Też właśnie „polonusi” swoje więzi z Koszalinem przypieczętowali odsłonięciem w 1976 r. w naszym mieście jedynego na świecie Pomnika "Więzi Polonii z Macierzą".


   Jest  rok 1976. Już w styczniu rozpoczęliśmy przygotowania do FESTIWALU. Zadanie  bardzo trudne do realizacji, tym bardziej, że zapowiedziały przyjazd do Koszalina zespoły: Czechosłowacji, Holandii, Francji, Danii, ówczesnego RFN-u, Nadrenii i Westfalii oraz USA. Dlatego został ŚWIATOWYM FESTIWALEM. Duszą organizacyjną Festiwali, moim nauczycielem i korektorem przy każdej imprezie był Janusz Bastrzyk. Wspaniały człowiek, myślący konkretnie, nie rządny profitów, podziękowań, odznaczeń. Poświęcał  się dla dobra wszystkich potrzeb festiwalowych. Skrupulatny i z pomysłami. Oj wiele się nauczyłem od Niego!!! Pamiętam super sytuacje. Na jednym z Festiwali, scenograf zaproponował, aby tłem koncertu były elementy polskiego krajobrazu. Pomysł przyjęto, ale nikt nie zauważył w projekcie, iż na środku proscenium ma być ustawiony konar wierzby, za którą było miejsce dla głównego dyrygenta. W przeddzień, wieczorem udaliśmy się z p. Januszem do amfiteatru, a tu pośrodku sceny stoi element przypominający, skromnie nazywając, coś podobnego do anatomicznej części męskości. Natychmiast zawezwaliśmy operatora z dźwigiem i już o poranku tego elementu nie było. Niemal skończyłoby się w Sądzie, a my byliśmy dumni z tego, że nie daliśmy powodu mediom, aby nas wzięli na języki.

 

Wręczanie nagród dla polonusów -od lewej Zb.Ciechanowski, J.Pietrzykowski,oraz chórzystki z Niemiec H.Winter i I.Grajewska


   Zaproponowałem, aby jedną z imprez towarzyszących była KAPELIADA /przez nas wymyślona nazwa/, oraz Jarmark Folklorystyczny. Objeździłem niemal całą Polskę – zaprosiłem zespoły z Opoczna, Masłowa, z Podhala, lubelskiego i naszego koszalińskiego. Zaprosiłem również twórców ludowych z wielu regionów. Pomysł okazał się  strzałem w dziesiątkę. Nie zabrakło i  ś.p. Wojciecha Siemiona. Oj wzbogaciła się kolekcja świątków w Petrykozach, a On dawał na scenie klimaty nie tylko polskiej wsi ale i przepięknej narodowej poezji.


  Zakwaterowanie i wyżywienie przygotowaliśmy w bursach szkół koszalińskich, a odpowiedzialny za nie był Józef Krzyżanowski z Kuratorium Oświaty – super współpracownik, a za wyżywienie /centralna baza ,wszyscy mieli jednakowe menu, a było ich ponad 1000/ p. Jędrzejewski, późniejszy Dyrektor Ośrodka MSW w Mielnie. Jedynie w hotelu JAŁATA zakwaterowaliśmy dwa zespoły z Chicago. Przylecieli samolotem do Warszawy a do Koszalina autokarami. Czekaliśmy w hotelu na ich przyjazd. Dojechali. W hotelu nie wszystkie pokoje były wyposażone w łazienki. Toteż zaraz po zakwaterowaniu przybiegł do nas jeden z polonusów amerykańskich niemal z krzykiem: Nie mam bathroom !!! Ja chcieć take a shower!!! Ja dać dolar i instal shower!!! Dla niego proste – dla nas nie do wykonania. Wyprosiliśmy u Dyrektora hotelu apartament i polonus był zadowolony.                                            

  

 Na Trzecim Festiwalu dostałem "łapówkę" od jednego z członków Chóru „Sokół” z Kanady. Teraz już mogę się przyznać… jednego dolara kanadyjskiego… mam Go do dzisiaj.  

 

Plakat III Festiwalu.po raz pierwszy ŚWIATOWY

                                                              

    Biuro organizacyjne czynne było na okrągło, przez całą dobę. Często wyrywaliśmy ze snu lekarza festiwalowego pana K. Krawczyka, aby zaradził bólom żołądka. Przejadali się na potęgę /szczególnie Czesi/. Były i prawie tragiczne  sytuacje. W nocy o godzinie 1.3o telefon z bazy /internat Technikum Mechanicznego/ cyt: …przyjeżdżajcie z lekarzem, umiera kobieta!!! Natychmiast udaliśmy się do lekarza festiwalowego z nim do bazy. Stwierdził zawał, szpital, uratowano, ale my musieliśmy jeszcze opiekować się Panią przez kolejne dwa tygodnie po Festiwalu odwiedzając Ją w szpitalu.


   Wiele jeszcze można by pisać na temat kulisów festiwali, zabrakłoby stron i chęci czytania, ale to były ciężkie, trudne ale satysfakcjonujące imprezy.


Mam pewne osiągnięcia matrymonialne. Otóż na Czwartym Festiwalu wśród pilotów, opiekunów zatrudniliśmy młodych studentów ze znajomością języka francuskiego, niemieckiego i angielskiego do chórów: ”Szarotka” z Belgii, „Wesoły Tułacz” z Holandii, ”Kościuszko” z Francji  oraz „Chopin” z USA.  I tak piloci „Szarotki” i „Wesołego Tułacza” są do dzisiaj małżeństwem, byłem   na  weselisku, bawiłem się wspaniale, a pilot  jednego z zespołu chórów nadreńskich poślubił opiekunkę zespołu. I tutaj niespodzianka, zaprosili mnie w charakterze ŚWIADKA, ale zaszczyt!!!. Też do dzisiaj są małżeńską parą.


   Wtedy  Festiwale te miały prestiż. Na imprezy festiwalowe trudno było dostać zaproszenie, a chętnych było dwa razy więcej niż możliwości sali amfiteatru. Sam wystrój miejsc festiwalowych, nakrycia stołów /specjalnie jeździłem do Kościerzyny, tam zamawiałem zastawy stołowe z nadrukami kaszubskimi/, przygotowanie miejsc sypialnych, zabezpieczenie atrakcji uczestnikom, druki, programy pobytu, to wszystko spoczywało na barkach biura organizacyjnego.

 

Grażyna Barszczewska przed jednym z Koncertów Galowych Festiwalu


 

Roman Wilhelmi przed jednym z Koncertów Galowych Festiwalu


Również  dla uświetnienia Koncertów Galowych, na naszych barkach spoczywało zapraszanie aktorów i zespołów znanych i lubianych. Korzystając z moich przyjaźni aktorskich gościliśmy: Grażynę Barszczewską, Romana Wilhelmiego, Wojciecha Siemiona i wielu innych.

 

 W  czasie trwania IV Festiwalu  do Koszalina zawitał ówczesny szef  SD oraz Prezes towarzystwa „Polonia” T.W. Młyńczak. Zakwaterowaliśmy Go apartamencie hotelu „Jałta” na określony okres pobytu. Ale w dniu kiedy miał opuścić apartament, o  czym wiedział, pojechał sobie na spacer nadmorski. W tym czasie obsługa hotelu spakowała jego bagaże i wystawiła  do recepcji ,kwaterując w tym pokoju innego gościa. Zawrzało w biurze!!! Wpadł wicedyrektor Wydziału Kultury J.T. strasząc ,że nas wszystkich pozwalnia z pracy. Pomstował, przeklinał, bał się o swoje stanowisko. Oczywiście  recepcjonista poleciał na bruk. Jedynie FUGA/to wspaniała wilczyca będąca na stanie Domu Kultury/odgryzła się na nim. Słysząc takie wrzaski ,wpadło psisko do biura podbiegła do wrzeszczącego  i  dotkliwie ugryzła Go w takie miejsce, że  czytający może się tylko domyślić. Od tej pory  ten Jegomość  chcąc  dotrzeć do biura, musiał zapowiadać  swoje przybycie przez okno .Mądry piesek!!!Pogryziony ,był tak szczupły jak przysłowiowy PATYK, dlatego śmialiśmy się, że Fuga poczuła kości.Za ten wyczyn  FUGA  dostawała specjalne profity  w postaci codziennych , smacznych kosteczek.

 

Dedykacja i podziękowanie autora książki dla Janusza Pietrzykowskiego


Polecam książkę Zbigniewa  Ciechanowskiego”40 lat polonijnego śpiewania” wydaną w  2010 roku przez „Feniks” Koszalin. Tam o wszystkich Festiwalach  od 1970 roku.


   Problem nastąpił przy piątym Festiwalu. 1982 rok. Jeszcze Stan wojenny. Oczywiście nie przyjechały zespoły z zachodu. Jak zatem nazwać ten od 1976 roku mający przymiotnik Światowy???  Zaproponowałem aby nazwać Go Jubileuszowym. I tak się stało.     

 

  Jedynie na wcześniej wydrukowanych zaproszeniach pozostała nazwa” ŚWIATOWY”. Pomimo takiego stanu w kraju, dotarły na Festiwal dwa chóry z ówczesnego RFN czyli reprezentacje chórów nadreńskich i westfalskich a poza tym polonia czeska.


Dlaczego  przestałem pracować przy Festiwalu???          

     

   Otóż, jak wspominałem wcześniej, biuro organizacyjne było wykonawcą zadań niezbędnych do zrealizowania imprezy. Między innymi zabezpieczenia potrzeb reżysera Koncertów Galowych. Od lat był nim p. Marian Wiśniewski z Bydgoszczy. Zresztą ma super pomysły inscenizacyjne. Zwrócił się do mnie, aby załatwić aktorów do prowadzenia koncertu i zespół uświetniający koncert. Znając Z-ce Dyrektora Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze” załatwiłem za 1/3 ceny ich koncert w ramach Festiwalu a do prowadzenia koncertu: Jerzy Zelnik a On zaproponował Annę Dymną. Marian był zachwycony propozycjami …ale??? I tutaj sęk. Na najbliższym posiedzeniu Komitetu Organizacyjnego /to organ decydujący o realizacji Festiwalu/ reżyser, w czasie dokonanym, poinformował o załatwieniu wykonawców uświetniających Koncert Galowy. Na to przewodnicząca cyt: ”Nikt ze mną wcześniej nie uzgadniał, zatem nie wyrażam zgody”. Reżyser tłumaczył, że jemu to bardzo pasuje do Jego koncepcji, że trafnie dobrane postacie i zespół, że za skromne honoraria… Przewodnicząca NIE NIE NIE!!! Rzuciłem dokumenty, powiedziałem kilka słów /nawet nie cenzuralnych/ zakręciłem się zabierając co moje i tyle mnie  widzieli. Miałem wiele telefonów z prośbą o powrót. Dałem warunek, albo ona albo ja!!! Jednak ja nie miałem zaplecza tzw. politycznego.


Teraz słysząc, że szefowie organizacyjni dostają niesamowicie wygórowane honoraria za tę /jakby nie nazwać/dodatkową pracę,  jestem oburzony i zbulwersowany. My pracowaliśmy albo w ramach stałych etatów w jednostkach kultury, albo za skromne wynagrodzenie, kiedy na tę dodatkową pracę poświęcaliśmy swój urlop.


   Jednak polecam imprezy polonijne w Koszalinie i składam serdeczne dzięki Zbigniewowi Ciechanowskiemu, że nie tylko pracuje na rzecz kontaktów polonijnych z macierzą, ale skrupulatnie zbiera dokumentację z każdego dokonania w tej materii. Życzę aby Festiwale Chórów Polonijnych miały taką renomę i odbiór jak te pierwsze, które były świętem pieśni polonijnej zarówno  dla uczestników z całego świata jak i odbiorców czyli mieszkańców Koszalina, oraz gości przebywających w trakcie imprez na naszym terenie.

 

 

Tekst: Janusz Pietrzykowski    

                                                                              

Foto. Krzysztof Sokołów i archiwum J.P.



paris_, 03-10-2012, odsłon: 8452

Dodaj komentarz
Twoje imie i nazwisko:

Wpisz komentarz:


Przepisz kod zabezpieczający:



 

 

 

Szukaj:
Gdzie kupujesz ubrania?
W galerii handlowej
Na bazarze
W sklepie z odzieżą na wagę
W innym miejscu
Nie kupuję ubrań
Za pomocą internetu

Wyniki